Założenie, że metoda treningowa na masę mięśniową powinna opierać się na ciężkich wielostawowych ćwiczeniach jest poniekąd słuszne. Początkujący nie powinni nawet bawić się uginaniem ramion na biceps, czy wyciskaniem francuskim. Klika najważniejszych złotych ćwiczeń poruszy całe ciało i da sporo masy mięśniowej.
Wszystko to prawda. Obecnie promotorzy kulturystyki naturalnej wyraźnie powtarzają, że najważniejsze w budowaniu masy mięśniowej są właśnie te ciężkie lifty. Jednak jak zawsze, tak i tu, kryje się pewien haczyk. W tych ciężkich ćwiczeniach ruch inicjowany jest przez małe mięśnie asystujące. Dopiero po chwili do pracy włączają się wielkie grupy mięśniowe.
To właśnie te małe mięśnie są wąskim gardłem naszej siły. Ich słabość może sprawić, że ciężary nie będą wystarczająco duże, by pobudzić mięśnie do wzrostu. Można to obejść ruchami oszukiwanymi. Tylko, że po pierwsze grozi to kontuzją, a po drugie i tak nie da nam odpowiednio dużej siły i zawsze będzie istniało to słabe ogniwo.
Jak więc rozwiązać ten dylemat? Dopóki wszystko dobrze rośnie, robimy ćwiczenia podstawowe. Do tego dochodzi ewentualna rehabilitacja, którą też dogmatycy w stylu Haycocka mają gdzieś, bo przecież zasady muszą być maksymalnie uproszczone, by się dobrze sprzedawały! Gdy jednak dojdziemy do pewnego punktu, potrzebne będą specjalne ćwiczenia asystujące, które popchną rozwój dalej. Same w sobie wielkiej masy mięśniowej na pewno nie dadzą, ale jako wsparcie dla głównych ćwiczeń mogą zdziałać bardzo dużo. Nieraz dopiero żmudne ćwiczenia rotatorów pozwoliły popchnąć ciężar wyciskania na klatkę w górę. Kto nie widzi związku, niech lepiej wstrzyma się od pisania artykułów i książek o treningu kulturystycznym. Read More
Łatwo więc wywnioskować, że nie ma jedynej skutecznej metody. Na swoją obronę Bryan Haycock powie nam, że przecież w poszczególnych etapach treningu zmienia się zakres powtórzeń 15-10-5, a potem negatywy i strategiczne roztrenowanie. Na razie nie będziemy tego podważać. Niech mu będzie. Zacznijmy od innej strony.
Nasza grupa 1000 mężczyzn ciężko ćwiczy, a naukowcy ustalają jaka metoda najskuteczniej pobudza hipertrofię. Miliony amatorów siłowni na całym świecie cieszą się, że wreszcie nauka odpowie na pytanie, jaka metoda jest najlepsza.
Paskudny sceptyk, czyli ja, zapyta jednak o kolejną rzecz. Jaki jest wiek tych panów? Czy wszyscy mają tyle samo lat? Różnią się już tyloma rzeczami, a co z wiekiem? Jeśli są w różnym wieku to, na jakiej podstawie można porównywać ich wyniki? Jeśli są w tym samym, na przykład 1000 mężczyzn w wieku lat 30, to skąd wiadomo, że taka samo zareaguje osobnik w wieku lat 40? By czepiać się jeszcze bardziej mogę zapytać o ich wcześniejszy staż na siłowni. Inaczej reaguje organizm wytrenowanego, a inaczej nowicjusza. Na początku każdy bodziec działa mocno. Potem już trzeba się więcej natrudzić.
Co z ich życiem osobistym? Niepowodzenia w życiu mogą powodować poważne wahania testosteronu. Nawet o 25%. Zostawi Cię ukochana kobieta i już spada testosteron. Przyrosty masy mięśniowej diabli biorą. Spotkało Cię coś przyjemnego? Ciężka sztanga nagle lata jak ścierka, a ty nie czujesz obciążenia! Read More
Nie chciałbym, by ten artykuł został potraktowany, jako swoista prowokacja. Pewnie prędzej czy później znajdzie się ktoś, kto w imię jedynej słusznej prawdy porządnie mi wygranie. No cóż! Podając coś do publicznej wiadomości zawsze narażamy się na krytykę. Jest ona wręcz nieunikniona. Niemniej uznałem, że czas ogarnąć trochę problematykę HST i przedstawić swoje stanowisko, której do tej pory tylko sygnalizowałem.
Dlaczego nie jestem zwolennikiem HST? Najprościej rzecz ujmując mógłbym odpowiedzieć, że nie lubię, gdy ktoś za mnie układa plan i decyduję, jak mam ćwiczyć. Jednak taka odpowiedź niczego nie wyjaśnia i nie warta jest zaśmiecania internetowych zasobów. Nim więc najdzie Was ochota na krytykę pozwólcie mi rzecz wyjaśnić bardziej szczegółowo.
Nie ufam dogmatykom. W wielu dziedzinach życia, nie tylko w kulturystyce, bardzo zawiodłem się na ludziach, którzy z dużą pewnością siebie deklarowali, iż ich poglądy są słuszne, a wszyscy myślący inaczej się mylą. To łagodna wersja. Wszak nie będę się tu rozwodził na tymi, którzy wprost uważają, że myślących inaczej należy palić na stosie, wieszać, rozstrzeliwać lub zsyłać na ciężkie roboty. Tak naprawdę na każde 100 osób, połowa to kryptototalitaryści. Może więcej. Read More
Na początku tego artykułu postanowiłem napisać kilka słów tytułem wyjaśnienia. Wiem, że czasami piętnuję niektóre błędne teorie i zachowania dość ostro. Jestem złośliwy. To fakt. Jednak sam musiałem popełnić wiele błędów nim znalazłem się w tym punkcie, w którym jestem obecnie. Jestem też na tyle krytyczny wobec siebie, iż zdaję sobie sprawę, że pewnie teraz też popełniam jakieś błędy, które zauważę za miesiąc, rok lub więcej czasu. Nikt z nas nie jest nieomylny. Każdy kiedyś zaczynał od zera. Błędy są ważną i nieuniknioną częścią procesu nabierania wiedzy i doświadczenia. Moment, w którym uznamy, że już wiemy wszystko i nie robimy żadnych błędów jest chwilą, w której przestajemy się rozwijać. Zawsze największy szacunek budzili we mnie nie ci co z pewną miną głosili niezachwianie swoje poglądy, lecz ludzie potrafiący się przyznać do własnych błędów i szukać nowych dróg.
Robiłem na siłowni masę głupot. Kierowałem się bzdurnymi teoriami, jak większość z ćwiczących. Wierzyłem w bajki o zdobywaniu masy mięśniowej za pomocą takich metod jak Heavy Duty. Prawda jest taka, iż trening tego rodzaju daje korzyści tylko genetycznym mutantom lub amatorom sterydów.
Zdarzało mi się komuś źle doradzić. Do tego też muszę się przyznać. Dlaczego teraz macie mi wierzyć? Mógłbym się odwołać do lat doświadczeń, do nocy nieprzespanych, które spędziłem na studiowaniu materiałów naukowych itd. Jednak nie o to chodzi. Tym do czego pragnę Was zachęcić jest krytyczne myślenia. Read More
No i wreszcie dochodzimy do istoty problemu. Pośród przeróżnych dziwnych i niepoważnych zaleceń mamy też te dotyczące indywidualizacji. Autorzy artykułów bazują bezkrytycznie na przebrzmiałym podziale ludzi na: ektomorfików, mezozoików i endomorfików. Nie wiem, dlaczego nikt tego jeszcze nie wyśmiał.
Schemat ten bazuje na przedpotopowych założeniach psychologii. Dokładniej jest wynikiem poszukiwań w zakresie charakterologii. Dziś już żaden poważny psycholog nie będzie się odwoływał do tego schematu. Podejmuje się nadal próby oceny cech temperamentu w oparciu o morfologię, ale służy temu systematyka LaSennowska lub inne. Są dużo bardziej rozbudowane, a i tak ciągle jeszcze wyszukuje się pomniejsze podtypy. U LaSenne’a (charakterologia z lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia) pojawia sie 16 podtypów.
Bądźmy poważni. Próba klasyfikacji wszystkich ludzi według trzech typów budowy i układanie im na tej podstawie treningów optymalizujących budowanie masy mięśniowej, to zabawa dla wróżki, a nie poważna nauka. Parafrazując znane powiedzenie z Ojca chrzestnego, to obraza mojej inteligencji. Read More
Plany, jakie są powszechnie w użyciu w kulturystyce muszą ostatecznie doprowadzić do stagnacji i rozczarowania. Wszystkie te zasady Weidera i inne „mądrości” skutkują tylko wtedy, gdy oprócz genów do gry wchodzą sterydy. Nikt z tych wielkich facetów nie wyglądałby tak jak wygląda bez hormonu wzrostu, estrów testosteronu, a ostatnio dopingu genetycznego.
Juz od sześćdziesięciu lat sterydy dominują w kulturystyce zawodowej. Na niewiele się zdadzą zapewnienia tego czy owego zawodowca, że on nigdy… nigdy… Może czas, byśmy przestali pozwalać robić z siebie durniów? Weźcie sobie i uczciwie przeanalizujcie ich plany treningowe. Dlaczego niejeden amator ćwiczący bez sterydów, o wadze dużo niższej ćwiczy większymi ciężarami? Czemu te plany działają, skoro miliony na całym świecie doświadcza frustracji, bo nie rośnie? Mistrzowie kulturystyki z typową nonszalancją oświadczają, że zdobywanie masy mięśniowej jest takie proste. Potrzebna jest tylko ciężka praca. Nie odmawiam im tego ostatniego, ale cóż… Dawno minęły czasy, gdy najlepsi w tej dyscyplinie nieustannie eksperymentowali i szukali optymalnych dla siebie planów. Ludzie ci cieszyli się zdrowiem i siłą. Dziś mamy osobników o wielkich mięśniach ze zniszczonymi nerkami i wątrobą. Długo nie chciałem tego przyjąć do wiadomości, ale trzeba też powiedzieć, że takie ilości sterydów odbijają się również na pracy mózgu. Nie za bardzo wysilają się ci nasi idole nad konstruowaniem sensownych planów treningowych i periodyzacją. Dziś apteka na śniadanie, jutro apteka na kolację i… zdobywanie masy mięśniowej jest takie proste (sic!).
Już u początku ery sterydów próbowano wmówić ludziom, że taki czy inny trening ma podstawy naukowe. Klasycznym przykładem jest tu Arthur Jones i Mike Menzter. Jeśli myślisz, że ich metodologia jest skuteczna bez sterydów, to czas przejrzeć na oczy. Kłopot w tym, że zapomnieli wspomnieć o tym w swoich publicznych i marketingowych wypowiedziach. Read More
Ten artykuł jest niejako kontynuacją wcześniejszego traktującego o celach treningowych. Czytając ostatnio mnóstwo tekstów na temat indywidualizacji treningów w kulturystyce przekonałem się, że podobnie jak w innych sprawach, mamy do czynienia z natłokiem mitów i zabobonów. Jeśli chodzi o polskie strony internetowe, to znalazłem tylko jedną sensowną wypowiedź. Cała reszta nie warta jest uwagi. To skłania mnie do podjęcia tego tematu. Myślę, że w trakcie wywodu przekonacie się, że sprawa jest o wiele ważniejsza i bardziej skomplikowana niż może się to na początku wydawać.
Zacznijmy jednak od początku. Wiadomo, że najważniejszym celem w kulturystyce jest zdobywanie masy mięśniowej i siły. Jeśli ktoś nie jest zainteresowany tymi aspektami, to trudno uznać, że zajmuje się kulturystyką. Te główne cele muszą być wspierane niemniej ważnymi, jak korekta wad postawy, regulacja gospodarki hormonalnej i metabolizmu, czyli mówiąc ogólnie poprawą stanu zdrowia.
Do pewnego stopnia można skupiać się na wytrzymałości siłowej, a na pewnym etapie dochodzi troska o definicję i rzeźbę mięśni. W przypadku kulturystyki amatorskiej nacisk na te aspekty jest mniejszy. Zwłaszcza, gdy nie planuje się udziału w żadnych zawodach. Niemniej trudno go pominąć. Wszystkie te cele wymagają specjalistycznych planów, odpowiednio dobranej diety, a nierzadko również suplementów. Read More
Wróćmy więc do zagadnienia siły. Mniej więcej wiemy już czym jest kulturystyka. O ile trójboistom czy dwuboistom zależy na rozwinięciu maksymalnej siły w tych ćwiczeniach, które stanowią esencję ich dyscypliny, o tyle u kulturystów siła jest ważna, ale nie jest czynnikiem dominującym. Jeden z największych trenerów w historii kulturystyki Vince Gironda powtarzał często swoim podopiecznym: „Nie jesteście ciężarowcami”.
Gironda był przedstawicielem nurtu, który dziś możemy nazwać perfect bodybuilding. To też warto zapamiętać, bowiem kulturystka wcale nie jest taka jednolita i ma przynajmniej kilka odmian.
Zaraz zaraz, ale o jaką siłę właściwie chodzi? Zwykle, gdy ludzie mówią o sile mają na myśli maksymalny ciężar, jaki ktoś może podnieść. Zupełnie zapominają o takich sprawach, jak choćby siła dynamiczna, czy wytrzymałość siłowa. Tu już bardzo różnie mogą rozkładać się akcenty. Na pewno największą siłą dynamiczną odznaczają się dwuboiści. To nie podlega wątpliwości. Read More
Pytanie postawione w tytule wydaje się całkowicie pozbawione sensu. Przecież każdy wie czym jest kulturystyka. Czy jednak na pewno? Może raczej większości wydaje się, że widzą na czym polega ten sport i jakie są jego założenia. Spróbuję w tym miejscu nakreślić swoją wizję kulturystyki.
Do napisania tego artykułu skłoniły mnie z jednej strony niepoważne wypowiedzi wielu ludzi twierdzących, że kulturystykę uprawiają, jak i nie pozbawione agresji twierdzenia przedstawicieli innych sportów.
Chyba najbardziej zaognionym problemem jest kwestia siły. Wiąże się z nią mnóstwo nieporozumień. Sporo osób, które w życiu nie podniosło więcej jak 20kg wypowiada się na ten temat tak autorytatywnie, jakby miała za sobą 20 lat treningu i prowadzenie setek innych zawodników w roli trenera. Patrzą z mądrą miną na kulturystów i stwierdzają, że oni wcale nie są tacy silni, jak na to wyglądają. Ha! Gdy Charles Poliquin z właściwym sobie sarkazmem stwierdza, że niejeden kulturysta przegrałby zawody w wyciskaniu z modelką, trzeba się z nim do pewnego stopnia zgodzić. Read More
Często można usłyszeć argument, że komuś brakuje pieniędzy na dietę. Poniekąd jestem skłonny to zrozumieć. Z pieniędzmi bywa różnie i są okresy w życiu, gdy nie mamy ich za dużo. Jednak nie jest to dla mnie do końca usprawiedliwienie. Być może z małą ilością gotówki nie ułożymy najlepszej diety, ale jednak coś możemy w tej sprawie zrobić.
Z tym brakiem pieniędzy jest tak samo, jak z naszą współczesną służbą zdrowia. Często słyszymy, że nie ma pieniędzy na leczenie i dlatego jest tak źle. No dobrze. Rozumiem, że na przykład nie ma funduszy na drogie urządzenia diagnostyczne. Czy jednak ma to jakiś związek z tym, że lekarz spóźnia się do pracy dwie godziny? No tak kilka etatów, ale na każdym dostaje cztery razy tyle co inni za swoją pracę! Może grzeczność wobec pacjenta wymaga jakichś dodatkowych nakładów? Takich w kopercie? Zostawmy to… Read More