Dlaczego nie jestem zwolennikiem HST cz. 3

Tylko główne ćwiczenia złożone

Założenie, że metoda treningowa na masę mięśniową powinna opierać się na ciężkich wielostawowych ćwiczeniach jest poniekąd słuszne. Początkujący nie powinni nawet bawić się uginaniem ramion na biceps, czy wyciskaniem francuskim. Klika najważniejszych złotych ćwiczeń poruszy całe ciało i da sporo masy mięśniowej.
Wszystko to prawda. Obecnie promotorzy kulturystyki naturalnej wyraźnie powtarzają, że najważniejsze w budowaniu masy mięśniowej są właśnie te ciężkie lifty. Jednak jak zawsze, tak i tu, kryje się pewien haczyk. W tych ciężkich ćwiczeniach ruch inicjowany jest przez małe mięśnie asystujące. Dopiero po chwili do pracy włączają się wielkie grupy mięśniowe.
To właśnie te małe mięśnie są wąskim gardłem naszej siły. Ich słabość może sprawić, że ciężary nie będą wystarczająco duże, by pobudzić mięśnie do wzrostu. Można to obejść ruchami oszukiwanymi. Tylko, że po pierwsze grozi to kontuzją, a po drugie i tak nie da nam odpowiednio dużej siły i zawsze będzie istniało to słabe ogniwo.
Jak więc rozwiązać ten dylemat? Dopóki wszystko dobrze rośnie, robimy ćwiczenia podstawowe. Do tego dochodzi ewentualna rehabilitacja, którą też dogmatycy w stylu Haycocka mają gdzieś, bo przecież zasady muszą być maksymalnie uproszczone, by się dobrze sprzedawały! Gdy jednak dojdziemy do pewnego punktu, potrzebne będą specjalne ćwiczenia asystujące, które popchną rozwój dalej. Same w sobie wielkiej masy mięśniowej na pewno nie dadzą, ale jako wsparcie dla głównych ćwiczeń mogą zdziałać bardzo dużo. Nieraz dopiero żmudne ćwiczenia rotatorów pozwoliły popchnąć ciężar wyciskania na klatkę w górę. Kto nie widzi związku, niech lepiej wstrzyma się od pisania artykułów i książek o treningu kulturystycznym.
W przypadku zawodowców sprawę załatwiają sterydy. Hormon wzrostu podawany sztucznie do organizmu, estry testosteronu, sprawią, że mięśnie te urosną im samoistnie i nawet nie będą mieli pojęcie o ich istnieniu. Kulturysta naturalny musi dokładnie wiedzieć co i jak funkcjonuje w jego organizmie. Musi wykonywać przede wszystkim złote ćwiczenia, jak przysiad i martwy ciąg, ale czasami musi pod lupę wziąć jakiś mały i z pozoru nieistotny mięsień. Teraz oceńcie sami. Czy HST na pewno jest pisane pod naturalnych kulturystów? Hm…

Czas regeneracji

Na podstawie owych badań naukowych, które jak wiemy nie wytrzymują krytyki, Bryan Haycock twierdzi, że mięśnie regenerują się 72 godziny. Toż to komunizm! Wszyscy i zawsze regenerują się tak samo! W rzeczywistości szybciej regenerowałem się mając lat 17 niż teraz, gdy jestem o wiele starszy. Czas regeneracji jest również związany z tym, na ile jesteś w stanie pobudzić jednostki motoryczne na treningu. Dalej mamy dietę i suplementy. One również wpływają na regenerację. No i wreszcie styl życia i rodzaj pracy. Kulturysta amator chodzi do szkoły lub do pracy. Musi z czegoś żyć. Ma inne obowiązki społeczne i rodzinne. Praca też może być ciężka fizycznie lub siedząca. Możliwości jest sporo. To nic, dla Haycocka to nie ma znaczenia. On wie lepiej. Zna Twój organizm lepiej niż Ty.
Ćwiczysz każdą partię mięśniową raz na dwa tygodnie? Mimo dogmatów nieomylnego twórcy HST rośniesz? Niemożliwe. On wie lepiej. Bryan Haycock powiedział, dyskusja zamknięta. Nie interesuje go, jaki masz poziom testosteronu, albo jak ciężko pracujesz. Porównajcie to podejście choćby z biosyntezą Poliquina, w której indywidualnie bada się poziom hormonów i według tego układa dietę, dobiera suplementy i rodzaj treningu. Ludzie pod kierunkiem Charlesa Poliquina podnoszą ciężary, które dla zwolenników HST na zawsze pozostaną w sferze marzeń. Będą argumentowali, ze to sterydy. Możliwe, że część jego podopiecznych bierze sterydy, ale to nie tłumaczy wszystkiego.
Ilość serii i ilość treningów w tygodniu nie determinuje regeneracji. Jest to pojęcie dość płynne. Inaczej regenerują się też poszczególne mięśnie, a jeszcze inaczej układ nerwowy. Nowe dość ciekawe badania pokazują, że można na barki ćwiczyć praktycznie dziennie. Pod warunkiem, że robisz inne ćwiczenia za każdym razem i inny zespół piór w mięśniach atakujesz. Wiedzieli o tym kulturyści z pierwszej połowy ubiegłego stulecia, gdy intuicyjnie układali plany specjalizacji mięśni. Ośmielę się stwierdzić więcej. Jeśli stać Cię na idealną dietę i masz dużo wolnego czasu, może ćwiczyć nawet 8 razy dziennie. Byle krótko i dokładnie wiedząc do robisz. Wcale nie trzeba do tego sterydów. Niestety większość z nas nigdy nie będzie miała tyle czasu. Również sporo suplementów poprawia naszą regenerację.
Mięśnie człowieka zawsze regenerują się w 72 godziny? Jakiego człowieka? Chyba tylko homo haycockus fantasisus! Regeneracja to pojęcie dość ulotne.

Nim zostaną rzucone kamienie…

Tyle na dziś mogę napisać o HST. Czy należy więc unikać całkowicie tej metody? Niekoniecznie. Raz, czy dwa razy na rok może stanowić dobrą odmianę i nowy bodziec pobudzający rozwój masy mięśniowej. Ćwiczenie tak cały rok jest bez sensu. Dogmatyzowanie HST także. Ta metoda nie jest religią, a Bryan Haycock nie jest mesjaszem. Czytając różne artykuły i wypowiedzi na forach można odnieść inne wrażenie! Nikt nie chce przyjąć do wiadomości, że taki ogólny plan został napisany pod publikę, podobnie jak dieta kapuściana, czy inne poglądy głoszące, że rozwiązanie nie tylko jest proste, ale jedynie słuszne!
Spodziewam się prędzej, czy później polemiki. Mam cichą nadzieję, że będzie rzeczowa. Póki co kończę. Można już zacząć rzucać kamieniami. Kto więc jest za HST, niech rzuci pierwszy…

No related posts.

Related posts brought to you by Yet Another Related Posts Plugin.

Tym cyklem artykułów uświadomiłeś mi właśnie, dlaczego nie trenuję HST, chociaż parę razy full body z progresją ciężaru (dość zbliżona koncepcja do HST) przyniosło mi fajne efekty. Rzeczywiście monotonia jest mega dobijająca, im starszy jestem, tym bardziej (szczególnie w połączeniu z małymi ciężarami, dużo przyjemniej się ćwiczy w zakresie ciężarów od “mocno odczuwalnych” do dużych).
Często piszesz o wyrzuceniu gazet do śmieci, ja jednak myślę, że czasami (podkreślam) gazety są dobrym punktem wyjścia do własnych eksperymentów popartych myśleniem i trzeźwą oceną sytuacji.

Układ nerwowy można zanudzić niemal na śmierć :) Efekt będzie porównywalny do przetrenowania.
Czasami dostaje jakieś gazety i zaglądam, ale coraz trudniej znaleźć tam cokolwiek sensownego. Jeszcze kilkanaście lat temu zdarzało się, choć dziś żałuje niektórych przeczytanych artykułów, które tylko mi namieszały w głowie. Takie są prawa rynku, że trudno jest wydawać jakiekolwiek czasopismo mające jeszcze treść. Trochę tak jak z programami w TV, jeszcze parę lat coś tam było – dziś tylko pajacowanie i idiotyzmy ogłupiające społeczeństwo. Pozdrawiam.

Leave a Comment